Warning: Invalid argument supplied for foreach() in /home/site3/10876/www/source/art.php on line 111
Newsy Bankier.pl – bezpłatne artykuły – Biuletyn e–Rachunkowość

Newsy Bankier.pl – Biuletyn e-rachunkowość

Certyfikowany księgowy

Certyfikacja zawodu księgowego

Szkolenia komuterowe z programu "Płatnik"

Warsztaty komputerowe z programu "Płatnik" ZUS. 16 godz., 2 dni.

Vademecum Głównego Księgowego

Przedstawienie zakresu czynności i sposobów ich wykonywania przez głównych księgowych. Publikacja przydatna również dla dyrektorów finansowych i biegłych rewidentów.

Vademecum Samodzielnego Księgowego Zbiór Zadań

Zbiór zadań: sprawdź swoją wiedzę dzięki praktycznym ćwiczeniom

Kursy zawodowe:

Szkolenia:

Książki:

Jesteś tutaj: Strona główna » Archiwum » 05/2007 » Bankowość » Newsy Bankier.pl

Newsy Bankier.pl

2007-05-06

Bankier.pl


Turystyczna hossa: czy zagranicznych wycieczek może zabraknąć?

Gospodarcza hossa nie omija branży turystycznej. Bieżący rok ma być rekordowy dla polskich biur podróży - informuje "Gazeta Wyborcza". Specjaliści ostrzegają, że jeśli ktoś nie wykupił jeszcze wycieczki na lato, potem może obejść się ze smakiem. A Ministerstwo Gospodarki obawia, że niektórzy turyści mogą paść ofiarami oszustów.
"Tegoroczny weekend majowy jest wyjątkowo długi. Biorąc tylko trzy dni urlopu, można mieć dziewięć wolnych dni. Wolnych miejsc w biurach turystycznych brak, wyjazdy rezerwowano już w styczniu, a ostatnie oferty sprzedano dwa tygodnie temu. Dominują wycieczki samolotowe do Grecji i Turcji oraz autokarowe do Włoch i Francji" - czytamy w wydaniu "Gazecie Wyborczej".
"Dla branży absolutnie rekordowo zapowiada się nie tylko maj, ale i cały obecny rok. - Przez ostatnie pół roku nastąpił wzrost sprzedaży wycieczek o 35 proc., a oferty wczasowej o ponad 240 proc" - opowiada "Gazecie" Piotr Henicz z biura turystycznego Itaka, który spodziewa się w tym roku 120 tys. klientów.
"Podobnie jest w biurze podróży Travelplanet.pl. - W pierwszych trzech miesiącach zanotowaliśmy wzrost sprzedaży na poziomie 90 proc. w stosunku do tego samego okresu ubiegłego roku. W całym roku oczekujemy wzrostu na poziomie 50-75 proc. - opowiada Dawid Sadulski z Travelplanet.pl (w całym ubiegłym roku biuro miało 50 tys. klientów)" - czytamy dalej.
"Według Henicza tak intensywne zainteresowanie klientów oznacza jedno - jeśli ktoś dopiero zbiera się do zorganizowania sobie jakiegoś urlopu latem, to na najlepsze hotele nie ma co już liczyć. Liczba rezerwacji jest tak duża, że ofert last minute będzie o wiele mniej i będą droższe niż przed rokiem" - ostrzega "Gazeta Wyborcza".
"Biura masowo sprzedają wycieczki, a tymczasem politycy zastanawiają się, jak zapobiec plajtom biur. Zainspirował ich do tego ubiegłoroczny upadek biura Open Travel. Około 700 osób utknęło wtedy za granicą bez możliwości powrotu do kraju. W sumie poszkodowanych, którzy np. wykupili wycieczki i nigdzie nie pojechali, było jednak ok. 2 tys. Ale bywało, że w przypadku bankructw dużych touroperatorów liczba poszkodowanych dochodziła do 4 tys. osób" - informuje "Gazeta Wyborcza".
"Ministerstwo Gospodarki chce zmienić mającą już dziesięć lat ustawę o usługach turystycznych. - Chcemy wzmocnić ochronę konsumenta, tworząc specjalny system zabezpieczeń finansowych" - mówią "Gazecie" przedstawiciele ministerstwa.
"Pomysł jak na razie jest na etapie wstępnych prac i mocno nieprecyzyjny. Resort chce powołać tzw. Fundusz Ochrony Konsumenta (nie wiadomo przez kogo byłby on kontrolowany, ale na pewno nie przez państwo). W przypadku plajty biura wypłacałby klientom 100 proc. pieniędzy. Fundusz miałby być zasilany pieniędzmi ze sprzedawanych imprez turystycznych" - opisuje "Gazeta Wyborcza".
Boom w branży turystycznej dowodzi, że Polacy mają wyraźnie więcej pieniędzy i optymistycznie myślą o przyszłości. Turystom sprzyja także kurs walutowy - złoty wciąż się umacnia, a kurs dolara był w piątek najniższy od ponad 10 lat.
Więcej na temat turystycznej hossy w wydaniu "Gazety Wyborczej", w artykule Piotra Miaczyńskiego i Tomasza Grynkiewicza pt. : "Tłumy Polaków ruszą na wakacje za granicę".

Szara strefa nie zarobi już na stłuczkach

Prawo i Sprawiedliwość chce zmian w ustawie o działalności ubezpieczeniowej. Zlikwidowana ma być możliwość wcześniejszego wypłacania odszkodowania tylko na podstawie kosztorysu. Proponowane zmiany PiS uzasadnia dobrem kierowców oraz walką z szarą strefą.
Obecnie na odszkodowaniach za stłuczki samochodowe zarobić mogą nie tylko zakłady naprawcze. "Kierowca wybiera, czy chce dostać odszkodowanie na podstawie faktur za naprawę, czy woli odebrać je wcześniej na podstawie szacunków kosztów. W tym drugim przypadku ubezpieczyciel nie wnika, ile faktycznie kosztowała naprawa: jeśli kierowcy udało się wydać mniej niż wskazywał kosztorys, różnica zostawała w jego kieszeni. Zarabiają też zakłady ubezpieczeniowe, bo na kosztorys wypłacają mniejsze odszkodowania niż na faktury" wskazuje Puls Biznesu.
Sytuacja ta nie podoba się posłom rządzącej koalicji, którzy uważają, że obecna regulacja wspiera szarą strefę, przynosząc wymierne szkody budżetowi. Szacuje się, że budżet państwa może na tym tracić nawet 3,5 mld zł rocznie. Zgodnie z zapisem przygotowanej nowelizacji, kierowca uzyska odszkodowanie tylko po okazaniu rachunków albo faktur, nie będzie można już korzystać z metody kosztorysowej.
"Kosztorysy przygotowywane przez zakłady zaniżają koszty naprawy, a ponadto klient dostaje co najwyżej 60 proc. wartości naprawy. To wymusza na nim korzystanie z usług zakładów działających w szarej strefie, które używają części niewiadomego pochodzenia i wątpliwej jakości. Rzetelnej naprawy nie da się przeprowadzić na podstawie takiego kosztorysu" uważa cytowany przez Puls Biznesu Andrzej Duch, ekspert doradzający przy pisaniu projektu, przewodniczący Ogólnopolskiej Komisji Rzemiosł Motoryzacyjnych Związku Rzemiosła Polskiego.
Z propozycji PiS zadowoleni są właściciele autoryzowanych punktów naprawy pojazdów oraz firmy, które już teraz wystawiają klientom faktury i rachunki. Krytycznie projekt został oceniony przez Polską Izbę Ubezpieczeń.
Problem w tym, że Polacy nie ufają autoryzowanym serwisom samochodowym. Z badań przeprowadzonych w ubiegłym roku przez TNS OBOP wynika, że tylko co czwarty z nas udaje się do autoryzowanego warsztatu celem naprawy samochodu. Niemal 40 proc. taką naprawę woli powierzyć serwisom nieautoryzowanym, a ponad 30 proc. sama zajmuje się reperacją samochodu.
Więcej informacji na ten temat w Pulsie Biznesu, w artykule Grzegorza Nowackiego "Żegnaj zarobku na stłuczce"

Warto pamiętać: klient może zwrócić kartę płatniczą bankowi

Jeśli ktoś dał się namówić bankowi przez telefon lub e-mailem na kartę płatniczą, może w ciągu kilku dni z niej zrezygnować - przypomina "Rzeczpospolita".
"Przywilej rezygnacji z karty płatniczej ma umożliwić spokojne przemyślenie, czy karta taka jest mu w ogóle potrzebna lub opłacalna. Art. 18 ustawy o elektronicznych instrumentach płatniczych (DzU z 2002 r. nr 169, poz. 1385 ze zm.) przewiduje, że posiadacz może odstąpić od umowy w terminie 14 dni od otrzymania karty. Pod warunkiem jednak, że nie dokonał jeszcze żadnej operacji przy jej użyciu. Po zapłaceniu kartą podczas zakupów w choćby jednym sklepie nie można już skorzystać z przywileju swobodnego odstąpienia od umowy" - informuje dziennik.
"Czy to oznacza, że karty w tym czasie w ogóle nie można użyć? Niekoniecznie. Przepisy przez operację rozumieją bowiem wypłatę gotówki, wydanie polecenia przelewu lub polecenia zapłaty albo dokonanie zapłaty kartą. Katarzyna Marczyńska, arbiter bankowy, opowiada historię jednego z klientów banku, który sprawdził za pomocą karty stan konta w bankomacie. Bank nie chciał przez to przyjąć zwrotu karty, choć przecież klient nie dokonał żadnej płatności. - Klient wygrał, bo nie skorzystał ze zgromadzonych środków - zaznacza Marczyńska. Za odstąpienie od umowy w ciągu 14 dni bank może jednak obciążyć posiadacza karty kosztami związanymi z jej wydaniem" - czytamy w "Rzeczpospolitej".
Banki coraz częściej wysyłają nieaktywne, spersonalizowane karty kredytowe do swoich obecnych i byłych klientów, dodają je do kredytów hipotecznych, a przede wszystkim do kredytów gotówkowych. Z danych portalu Bankier.pl wynika, że na koniec marca 2007 roku banki wydały już ponad 6,7 miliona kart kredytowych. Liderem wśród wystawców jest wciąż PKO BP. Tuż za nim znajduje się Lukas Bank, a zaraz po nim GE Money Bank.
Więcej informacji w "Rzeczpospolitej".
Na podstawie: Michał Kosiarski, Rzeczpospolita / www.rp.pl

Łowcy kont: jak wyprać pieniądze skradzione z internetowego konta

Proceder prania pieniędzy ukradzionych z bankowych kont internetowych zawitał do Polski. Według Ministerstwa Finansów w zeszłym roku wyprano u nas co najmniej 2 mln zł pochodzących z e-kradzieży - pisze "Gazeta Wyborcza".
"Prawie zawsze zaczyna się tak samo - od fałszywego e-maila, w którym "bank" prosi klienta o kliknięcie w podany link i zaktualizowanie na wyświetlonej witrynie bankowej danych o sobie, swoich rachunkach, numerach kart kredytowych itp. Potem złodziej - bo to on jest nadawcą e-maila i twórcą fałszywej "bankowej" witryny - czyści rachunek z pieniędzy tym naiwnym, którzy w podstęp uwierzyli, postąpili zgodnie ze wskazówkami i podali dane pozwalające na dostęp do konta. To tzw. phishing - najpopularniejsza na świecie internetowa metoda wyłudzania poufnych danych i ogołacania internetowych rachunków. Ale nabranie klienta e-banku to tylko jedna, niekiedy nawet łatwiejsza część zadania. Trudniejsze bywa dobranie się do ukradzionych pieniędzy - nie można ich przecież po prostu przelać na swoje prywatne konto. Najpierw trzeba je wyprać" - czytamy w "Gazecie Wyborczej".
"W 2006 r. próbowano w Polsce wyprać co najmniej 2 mln zł pochodzące z phishingu - szacuje resort finansów w swoim najnowszym raporcie na temat prania brudnych pieniędzy. Po raz pierwszy ministerstwo uznało phishing za problem wart odnotowania. Jak internetowi oszuści piorą pieniądze? - Najczęściej rozsyłają na przypadkowe adresy e-maile, w których proponują adresatom pracę jako "financial manager", czyli menedżer finansowy - mówi "Gazecie" Ewa Kloc, zastępca dyrektora departamentu informacji finansowej w MF. W rzeczywistości "financial manager" jest zwykłym słupem, jak określa policja przypadkowe, podstawione przez przestępców osoby, które swoim nazwiskiem, świadomie lub nie, firmują przestępcze operacje. Czy Polacy pomagający internetowym przestępcom wyprać pieniądze mają świadomość, w czym biorą udział? Dyr. Ewa Kloc: - Trudno przypuszczać, że nie. Przecież, jeżeli ktoś proponował im taki złoty interes, to powinni się domyślić, że nie są to legalnie zdobyte pieniądze" - czytamy".
Problem wyłudzeń danych od osób korzystających z bankowości internetowej dotyczy klientów na całym świecie. Niedawno Urząd Nadzoru Finansowego w Wielkiej Brytanii (The Financial Services Authority) podał do wiadomości, że brytyjski sektor usług finansowych odnotował 8000 proc. wzrost liczby przypadków phishingu w ciągu dwóch ostatnich lat. Ataki phishingowe odpowiedzialne są za 25%-50% strat ponoszonych przez klientów w wyniku kradzieży środków zgromadzonych na rachunkach bankowych.
Więcej informacji w "Gazecie Wyborczej".
Na podstawie: Rafał Zasuń, Zbigniew Domaszewicz, Gazeta.pl / www.gazeta.pl

Wzrosła zyskowność wszystkich typów obligacji

Oprocentowanie "dwulatek" - najpopularniejszych detalicznych obligacji Skarbu Państwa, wyniesie w maju 4,20%. To o 20 pb więcej niż w kwietniu. Wzrosło również oprocentowanie papierów trzyletnich - jest o 21 pb wyższe i sięga 4,19%. Podwyższona została również marża "dziesięciolatek" i "czterolatek", co podnosi ich zyskowność odpowiednio o 225 pb i 75 pb.
- Można śmiało powiedzieć, że majowa oferta obligacji skarbowych jest bardzo konkurencyjna w porównaniu z innymi formami inwestowania. Do 4,20% podnieśliśmy oprocentowanie "dwulatek", które tradycyjnie cieszą się wśród nabywców największą popularnością. Do 4,19% wzrosło również oprocentowanie "trzylatek". Także obligacje czteroletnie i dziesięcioletnie, dzięki podniesionym marżom, oferują zysk na jeszcze wyższym poziomie. Jesteśmy przekonani, że nasza oferta przyciągnie inwestorów, którzy oczekują nie tylko bezpieczeństwa inwestycji, ale i relatywnie dużego zarobku. Ponadto obligacje są instrumentem płynnym i stworzonym z myślą o oszczędzaniu krótko-, średnio- i długoterminowym - mówi Anna Suszyńska, zastępca dyrektora Departamentu Należności i Zobowiązań Finansowych Państwa w Ministerstwie Finansów.
Oprocentowanie dwulatek (DOS0509) jest obecnie o prawie 1,50 pp. wyższe od aktualnego oprocentowania dwuletnich lokat bankowych. Klient, który kupi w maju jedną obligację dwuletnią (wartość nominalna i sprzedaży wynosi 100 zł) otrzyma po dwóch latach 8,57 zł zysku. Na dodatkową korzyść mogą liczyć ci inwestorzy, którzy zamierzają objąć obligacje "majowej" emisji w drodze zamiany papierów wyemitowanych przed dwoma laty. Za dwulatki z obecnej emisji posiadacz obligacji DOS kupionych w maju 2005 roku zapłaci o 10 gr. mniej - 99,90 zł za jedną obligację.
Maj będzie też pierwszym miesiącem sprzedaży obligacji trzyletnich TZ0510. Ich roczne oprocentowanie w pierwszym okresie odsetkowym (6 miesięcy) wynosi 4,19%. Cena emisyjna "trzylatek" jest równa 100 zł (w przypadku obejmowania "trzylatek" w drodze zamiany cena wynosiła 99,90 zł).
Wyższy o 75 pb będzie również zysk z obligacji czteroletnich. Do 2,25% wzrosła bowiem marża wpływająca na wysokość oprocentowania tych obligacji w kolejnych latach (wysokość odsetek jest sumą stopy inflacji i marży). Oprocentowanie obligacji czteroletnich COI0511 wynosi obecnie 4,50% w pierwszym okresie odsetkowym. Cena sprzedaży jest równa wartości nominalnej i wynosi 100 zł.
Jak w poprzednich miesiącach, najwyższe oprocentowanie (5,75% w pierwszym roku) wśród wszystkich obligacji detalicznych sprzedawanych w maju mają obligacje dziesięcioletnie (EDO0517). Podobnie jak w przypadku "czterolatek", zyskowność "dziesięciolatek" znacząco wzrosła dzięki podniesieniu marży. Obecnie jest o 225 p. wyższa niż w kwietniu i wynosi 2,50%. Oprócz wysokiego oprocentowania, "dziesięciolatki" gwarantują płynność inwestycji. Oznacza to, że w razie potrzeby klient może je przedstawić do wcześniejszego wykupu. Nie straci przy tym należnych odsetek.
- Ponadto obligacje dziesięcioletnie oferują atrakcyjne możliwości oszczędzania na emeryturę. "Dziesięciolatki" to bowiem jedyne papiery skarbowe, które można kupować w ramach Indywidualnego Konta Emerytalnego (IKE). Dla inwestorów jest to korzystne ze względów podatkowych - IKE gwarantuje bowiem zwolnienie z podatku od odsetek naliczonych od zgromadzonych pieniędzy. Do końca 2007 r. można wykorzystać tegoroczny limit wpłat na IKE, który wynosi 3 697 zł. Można więc kupić 36 obligacji EDO - mówi Anna Suszyńska.
Ministerstwo Finansów / www.prnews.pl

Rynek pracy w Niemczech zamknięty dla Polaków do końca 2010 roku

Niemcy nie otworzą swojego rynku pracy dla Polaków przed 2011 rokiem - informuje "Rzeczpospolita" powołując się na niemiecki tygodnik "Der Spiegel". Takie decyzje miały zapaść w czasie prac ekspertów koalicji rządowej CDU/CSU i SPD.
"Eksperci partii tworzących koalicję rządową CDU/CSU i SPD przy okazji negocjacji o sektorze nisko opłacanych prac uzgodnili, że trzeba przedłużyć okres przejściowy ograniczający swobodny przepływ siły roboczej z Polski i innych krajów regionu, które w 2004 roku przystąpiły do Unii Europejskiej - poinformował "Der Spiegel". Jego rewelacje zbiegły się w czasie z oświadczeniem rządu Holandii, która 1 maja otworzyła swój rynek pracy dla obywateli 10 krajów, które wstąpiły przed trzema laty do Unii. Holenderski minister spraw socjalnych Piet Hein Donner ocenił, że pomoże to uzupełnić ogromne braki na rynku pracy. Wprawdzie bezrobocie w Holandii wynosi obecnie 3,5 proc., ale liczba wakatów osiągnęła w końcu ubiegłego roku rekordowe 225 tys." - czytamy w "Rzeczpospolitej".
"Na problemy z wakatami narzekają też coraz częściej Niemcy. To dlatego zdaniem ministra gospodarki Niemiec Michaela Glosa dostęp do niemieckiego rynku pracy pracowników z Polski i innych nowych krajów członkowskich UE powinien zostać "otwarty możliwie wcześnie". Taka jest także opinia niemieckich pracodawców zaniepokojonych brakiem rąk do pracy w wielu branżach przemysłu" - informuje dalej "Rzeczpospolita".
"Protestują jednak związki zawodowe. Forsują koncepcję ustanowienia w Niemczech płac minimalnych i nie chcą słyszeć o żadnym otwarciu niemieckiego rynku. - Nie możemy dopuścić do dumpingu płacowego - tłumaczy "Rz" Thorben Albrecht ze Stowarzyszenia Niemieckich Związków Zawodowych (DGB). Robotnicy zakładów przemysłu metalowego w zachodnich Niemczech przerwali na pewien czas pracę by poprzeć swój związek, IG Metall w negocjacjach płacowych z pracodawcami" - czytamy dalej w gazecie.
"Ulegając naciskom związkowców, rząd przedłużył już w tym roku blokadę niemieckiego rynku pracy na dwa kolejne lata. Jest to zgodne z zapisami unijnego traktatu o rozszerzeniu UE dającego Niemcom prawo do zastosowania trzech okresów przejściowych. Pierwszy, trzyletni, upływa we wtorek, drugi z początkiem maja 2009 r. Zastosowanie trzeciego, dwuletniego, wymagać jednak będzie przedstawienia uzasadnienia w Komisji Europejskiej" - podsumowuje "Rzeczpospolita".
Niemcy to jeden z pięciu krajów Unii Europejskiej, które nie zliberalizowały jeszcze swojego rynku pracy, natomiast wprowadziły ułatwienia dla niektórych zawodów lub uprościły procedury udzielania zezwoleń. Oprócz Niemiec, na liście takich krajów znajdują się jeszcze Francja, Belgia, Luksemburg i Austria.
Więcej na temat rynku pracy w Niemczech i Holandii w "Rzeczpospolitej", w artykule Piotra Jendroszczyka pt. "Niemcy chcą opóźnić otwarcie swojego rynku pracy".
M.D.

Na rynek trafiają pakiety złych kredytów udzielonych przed laty

Dobra koniunktura gospodarcza przekłada się na znaczący przyrost kredytów, z których spłatą klienci nie mają problemów. Nie przeszkadza to jednak bankom szukać dodatkowych dochodów dzięki restrukturyzacji złych kredytów, udzielonych kilka, a nawet kilkanaście lat temu - pisze "Parkiet".
"Kilka dni temu o zamiarze sprzedaży portfela złych kredytów o nominalnej wartości 500 mln zł poinformował Bank BGŻ. To druga taka transakcja tego banku. Na portfel, którego ma zamiar się pozbyć, składa się ponad 700 wierzytelności wobec klientów korporacyjnych" - informuje dziennik.
"BGŻ nie jest jedynym bankiem, który decyduje się na sprzedaż złych kredytów. W marcu ING Bank Śląski sprzedał Copernicus Capital TFI portfel trudnych kredytów o wartości 135 mln zł. W sumie było ponad 45 tys. jednostkowych wierzytelności. Niespełna dwa tygodnie temu Bank Millennium poinformował o sprzedaży portfela o wartości nominalnej 103 mln zł. Na początku roku bank pozbył się wierzytelności o nominalnej wartości 0,5 mld zł. Zapowiadano również sprzedaż podobnego pakietu niespłaconych przez klientów należności leasingowych" - czytamy w "Parkiecie".
Banki coraz chętniej sprzedają nie spłacane od lat pożyczki. W zeszłym roku do firm windykacyjnych trafiły zlecenia na odzyskanie długów, których wartość przekracza 10 mld zł. W tym roku banki mogą wystawić na sprzedaż pożyczki warte nawet 20 mld zł.
Na podstawie: łuw, Parkiet / www.parkiet.com

Kupno mieszkania będzie łatwiejsze

Na rynku nieruchomości szykuje się rewolucja. Ministerstwo Budownictwa opracowuje przepisy, które pozwolą nabyć mieszkanie w nowy sposób. Zgodnie z projektem resortu osoby, które nie mają odpowiednich oszczędności lub nie dostały kredytu, będą mogły wziąć mieszkanie w leasing - informuje "Dziennik".
"Pomysł ministerstwa jest prosty. - Towarzystwo leasingowe buduje lub kupuje mieszkanie, a następnie przekazuje je w dzierżawę użytkownikowi - mówi Andrzej Aumiller, minister budownictwa. Chodzi o taką umowę, dzięki której właścicielem mieszkania aż do wpłacenia ostatniej raty pozostaje firma leasingowa. Dopiero później prawo własności przechodzi na dotychczasowego dzierżawcę. Innymi słowy: leasing można porównać do wynajmu, który po wielu latach kończy się przejęciem mieszkania na własność przez wynajmującego" - pisze "Dziennik".
"Zalety podobnego rozwiązania są widoczne gołym okiem. Nowe mieszkania mogą stać się bardziej dostępne, zwłaszcza dla osób, których dochody są niewystarczające, by mogły ubiegać się o kredyt. Na nowych przepisach skorzystałyby też osoby dyskryminowane przez instytucje finansowe ze względu na wiek. Dziś banki często odmawiają kredytów hipotecznych osobom po 35. roku życia (wynika to z założenia bankowców, że okres kredytowania nieruchomości nie powinien przekraczać 30 lat, a kredytobiorca powinien spłacić ostatnią ratę przed przejściem na emeryturę, czyli najpóźniej w 65. roku życia)" - czytamy w "Dzienniku".
Więcej informacji w "Dzienniku".
Na podstawie: Radosław Omachel, Dziennik / www.dziennik.pl

Jesteśmy zadowoleni z oferty banków

Sześć procent Polaków w ciągu ostatniego roku zdecydowało się zmienić bank. Generalnie jesteśmy zadowoleni z oferty usług finansowych. Ale ponad połowa naszych rodaków przyznaje, że nie ma żadnej karty płatniczej, a 38 proc. konta osobistego - wynika z badań przeprowadzonych przez Pentor.
"Aż 89 proc. badanych wystawiło swoim bankom pozytywne noty, chociaż zdecydowanie dobre oceny przyznało tylko 19 proc., a 70 raczej dobre. Co ciekawe, bardzo dobrze myślą o bankach przedsiębiorcy. 91 proc. z nich jest zadowolonych z ich obsługi. Taki wynik jest niespodzianką, ponieważ właściciele małych i średnich firm bardzo często narzekają na banki, a szczególnie na to, że mają trudności z dostaniem kredytu" - pisze "Rzeczpospolita".
"Na zlecenie Związku Banków Polskich Instytut Pentor przeprowadził największe od lat badanie oceny sektora bankowego i zainteresowania Polaków gospodarką. Jego wyniki pokazują, że wciąż mało osób korzysta z usług banków. Zadeklarowało to zaledwie 54 proc. ogółu badanych. Większość z nas nie ma dostępu nawet do najprostszych produktów bankowych. 38 proc. osób deklaruje, że nie ma konta osobistego, 57 proc, karty płatniczej, 80 proc. lokaty, a 73 proc. karty kredytowej" - czytamy w "Rzeczpospolitej".
"Dlaczego Polacy nie korzystają z kart, których obcokrajowcy mają nawet po kilka w portfelu? Bo wolą płacić gotówką (42 proc, odpowiedzi), uważają, że używanie karty nie jest bezpieczne (26 proc.), prowizje za opłaty kartą są zbyt duże (28 proc.), nie chcą się zadłużać ponad stan (23 proc.), albo po prostu z niewiedzy. Aż jedna piąta Polaków przyznaje, że nie wie, co to jest karta płatnicza" - czytamy dalej.
Więcej informacji w "Rzeczpospolitej".
Na podstawie: Eliza Więcław, Rzeczpospolita / www.rp.pl

Jedną hipoteką będzie można zabezpieczyć kredyt i odsetki

Jedna hipoteka wystarczy do zabezpieczenia przez kredytobiorcę kredytu i odsetek. Nie będzie musiał zmieniać wpisu odsetek, kiedy zmieni się ich wysokość lub stopa procentowa - pisze Rzeczpospolita.
"Projekt przewiduje, że nie trzeba będzie dokonywać zmiany wpisu odsetek do hipoteki tylko dlatego, że zmieniła się ich wysokość lub stopa procentowa. Pod warunkiem jednak, że odsetki nie przekroczą limitu określonego we wpisie - dodaje Edward Kryński, radca prawny z Narodowego Banku Polskiego" - czytamy w Rzeczpospolitej.
"Hipoteką kaucyjną można będzie także zabezpieczać więcej niż jedną wierzytelność przyszłą. - Jest to niezwykle ważna zmiana dla banków oraz firm. Często banki otwierają przedsiębiorcom jedną linię kredytową, w ramach której mogą udzielać wielu kredytów albo świadczyć innego rodzaju usługi, np. udzielać gwarancji bankowej - wyjaśnia prof. Jerzy Pisuliński z Uniwersytetu Jagiellońskiego, współautor nowego projektu. Tymczasem zasadą jest, że jedną hipoteką zabezpiecza się jedną wierzytelność. Za każdym więc razem bank, udzielając kredytu, powinien żądać ustanowienia nowej hipoteki. W praktyce często omija się ten przepis. Budzi to poważne wątpliwości prawne. Projekt sankcjonuje dzisiejszą praktykę" - informuje Rzeczpospolita. Zmieni się też sposób obciążania nieruchomości hipoteką przy jej podziale. Do tej pory hipoteka, która zabezpieczała kredyt na budowę domów, dzieliła się zgodnie z ustaleniami w umowie między bankiem a kredytobiorcą. Teraz będzie decydowała umowa ustanawiająca hipotekę.
Więcej w Rzeczpospolitej, w artykule Renaty Krupy-Dąbrowskiej i Michała Kosiarskiego, pt. "Jedną hipoteką będzie można zabezpieczyć kredyt i odsetki".
D. B.

reklama

drukuj

Komentarze:

Zaloguj się.


Bezpłatna subskrypcja

Typy subskrypcji

Przeglądaj wg kategorii

Popularne tematy

Dziś w Księgarni Księgowego

Oferta promocyjna

Kompendium terminów z zakresu rachunkowości po polsku i angielsku

Doskonała pomoc dla wszystkich studentów i pracowników rachunkowości pragnących rozwijać swoje kompetencje w dwóch językach

Cena detaliczna: 179,00 zł cena promocyjna 161,00 zł

Informacje z branży

Raporty dzienne
TMS Brokers

Archiwum raportów

Polecamy

Wydawca

Polska Akademia Rachunkowości S.A.